Low spend forever

 Przeraża mnie tegoroczne podsumowanie wydatków, ale też i nie dziwi: 

zakup mieszkania, przeprowadzka, chęć "odsapnięcia" nie sprzyjają niskiej konsumpcji.

Pocieszam się myślą, że zakupy do domu były bardzo przemyślane.

W kwestii wydatków na siebie pocieszyć się za bardzo nie mogę, bo uważam, że wydałam za dużo, choć na tle koleżanek z przedmieść wydałam mało. Ale nie chcę być żoną z przedmieścia i nie mam zabezpieczenia w postaci drugiego dochodu w gospodarstwie domowym.


Zaczynam więc znów bardziej o tym myśleć i ustalam reguły:

zakupy do domu - absolutne minimum, i to z listy - nie mam choćby deski do prasowania, nadal - już od kilku lat - rozważam zakup soda stream, a nowej szczoteczki do zębów (nie ręcznej rzecz jasna) nie mogę kupić od ponad roku. Zakup mopa okazał się porażką i na pewno będę go zmieniać. Plus czeka mnie urządzanie balkonu.

zakupy dla siebie - potrzebuję bielizny. I spodni. I butów trekkingowych. Daję sobie całkowitego bana na eksperymentalne produkty do makijażu, bo i tak tego nie używam. Zezwalam na zabiegi (laser!) o ile budżet pozwoli.

Jeśli będzie konieczność, zmienię telefon. Oby nie.

Muszę zrobić parę rzeczy przy aucie, tzn. dać je do prania, wymienić apteczkę, uchwyt do telefonu itd. I zacząć odkładać na zmianę auta (360.000 km na liczniku).

Zamierzam konsumować kulturę i za to płacić. W granicach rozsądku. Chciałam pojechać na pewien koncert, ale 1000 zł na bilet jest poza moją granicą (zespół już widziałam na żywo). 

Zamierzam podróżować, ale bardzo budżetowo. Na razie prawie zaplanowany pierwszy kwartał. Prawie, bo chyba wskoczy jeszcze kilka dni na Sycylii. 

Ale przede wszystkim - nie wykorzystuję zakupów do regulowania emocji. Ostatnio mi się zdarzyło, na szczęście trwało to kilka dni i prawie wszystko zostało odesłane. Był to pierwszy od bardzo dawna taki wybryk i byłam sobą bardzo rozczarowana. Oby nigdy więcej.

Comments

  1. Dziś, kiedy po trzech tygodniach usiadłam do kompa i zobaczyłam, że nie ma wpisów, zrobiło mi się smutniej. I jest!! Dzięki Jarmuż <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. usunęłam, te mniej mądre, czyli pewnie wszystkie będę co jakiś czas usuwać :D

      Delete
  2. Ja też już sobie powoli planuje finansowo 2026, zaskakująco ciężko mi wywarzyć, ile chce przeznaczyć na różne “non essentials”, a ile na oszczędzanie 🙈

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ech, ja na razie nie umiem sobie odpowiedzieć na żadne pytanie dotyczące budżetu na 2026, bo nie mam pojęcia, jak będą się kształtować moje zarobki...

      Delete
    2. Totalnie rozumiem, u mojego męża jest tak samo. Są jakieś template budżetowania przy nieregularnych zarobkach, z tego, co kojarzę, dużo z nich opiera się na estymacjach

      Delete
  3. Zakupy żeby emocje regulować, szczególnie na Zalando, w wersji mierzysz - płacisz za to co zostawiasz, całkiem skuteczne u mnie i bezkosztowe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. teoretycznie tak, w praktyce to jednak mocno choćby nieekologiczne. Z innej beczki... kojarzysz jakieś mocno budżetowe noclegi na isle of skye?

      Delete
  4. Też siadłam do podsumowania finansowego i też zaczynam patrzeć na kolejny rok mam sporo przemyśleń i wiem, że przez kolejne 4 nie mam szans z pewnych rzeczy uciec. Życie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. ech, dzieci i ich utrzymanie, ech kredyciki...

      Delete
  5. Hej :) zawsze podziwiałam u Ciebie to prowadzenie budżetu, ja się poddałam jakiś rok temu, jak nic mi to niestety nie dawało, oprócz totalnych wyrzutów sumienia. Jestem patusiara budżetowa. (Luckyone13 here)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszelki duch Pana Boga chwali!! Aniu, co u Ciebie??

      Delete
    2. Matko, już zapomniałam jak uwielbiałam Twoje poczucie humoru :D W skrocie u mnie początki meno i związana z tym psychojazda ;) A u Ciebie czytam, że już rok od - dobrze rozumiem - finalizacji rozwodu? To myśmy już rok nie rozmawiały??? Ja się zatrzymałam na B. a widzę obecnie jest M. :) Nawet nie wiesz, jak miło czytać, że układasz sobie życie na nowo! Niech Ci się Laska szczęści!!! ❤️😘

      Delete
    3. Możliwe, że nawet dłużej niż rok... Od rozwodu faktycznie minął rok, z B. rozstaliśmy się ponad dwa lata temu.

      Delete
    4. whaaaaat??? jak to 2 lata temu?? to jest niewyobrażalne jak ten czas leci 🙈🙈🙈 dla mnie jakby parę miesięcy minęło... szok!

      Delete
  6. Nic z noclegami na Skye nie doradzę, bo po Skye zawsze jeździłam na rowerze, z sakwami i namiotem. S. jest fotografem krajobrazu, więc spałam tam, gdzie najpiękniejsze zachody słońca były. I zamki.

    ReplyDelete
  7. Czytam każdy wpis, ale mam problem z komentowaniem, bo za każdym razem mi wyświetla, że jestem zalogowana na moje konto firmowe :( Co do wydatków - szacun jak to wszystko ogarnęłaś.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja mam problem z bloggerem na safari - muszę działać przez chrome

      Delete
    2. Ja akurat na chrome mam problem z komentowaniem. Można zwariować z tym bloggerem

      Delete

Post a Comment