O gotowaniu
Dziś będzie o jedzeniu. I gotowaniu
W zeszłą niedzielę poszliśmy do Francy, na tę rocznicową kolację. Oblubieniec je mało, ale że tego dnia spalił 5000 kalorii (rower), to był głodny jak nie wiem co. No i postanowił też wciągnąć mięso, którego oboje jemy tyle samo, czyli bardzo mało i przygotowanego raczej cudzymi rękoma.
Zamówiłam podpłomyka z kurkami, palonymi porami, serem, orzechami itd - świetny, choć spodziewałam się ciasta bez drożdży.
M zamówił gęsie żołądki z wiśnią i anyżem - spróbowałam rzecz jasna, nigdy wcześniej nie jadłam, M. twierdził, że na ogół nie smakują tak dobrze. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale na pewno nie czegoś tak dobrego.
Do tego jakieś mięso z sosem śliwkowym i ziemniaki pieczone z czymś tam - również świetne.
I dopchał się chłop deserem - knedlami ze śliwkami z kardamonem i śmietanką.
I tak właśnie lubię jeść - tzn. próbować połączeń, na które sama może niekoniecznie bym wpadła.
Ponieważ próbując knedli powiedziałam, jak bardzo lubię kardamon, dostałam w poniedziałek kardamonkę z cafe baggeri i zapowiedziałam, że spróbuję zrobić własną wersję.
A w poniedziałek postanowiłam wcielić w życie nowe postanowienie, czyli raz w tygodniu gotować jakieś zupełnie nowe danie.
Padło na kebaby z dorsza i kaparów z bakłażanami z Jerozolimy Ottolengiego.
Tu przepis:
https://kahakaikitchen.blogspot.com/2013/05/ottolenghis-fish-and-caper-patties-with.html
Jezu, jakie to było dobre. Jedliśmy z kuskusem.
W zeszłym zrobiłam zapiekankę a la lasagne z bakłażanów i ricotty z ragout z tofu, czyli bakłażany pokroiłam w cienkie plasterki, tofu pokruszyłam "na mielone" i podsmażyłam z przyprawami, a później układałam warstwami. ricotta zamiast beszamelu, tofu zamiast mięsa, sos pomidorowy i sery na wierzchu jak pan bóg przykazał.
M. piekł szarlotkę. Młoda kręciła nosem, że ciut za słodka, ale i tak brała dokładki.
W sobotę na śniadanie zrobiłam przepis z książki, którą znalazłam u M - kuchnia średniowieczna. Na początku się z tego nabijałam, ale okazało się, że to całkiem fajne przepisy, przedrukowane z francuskich ksiąg z XIII i XIV wieku. I tak jedliśmy naleśniki na białym winie: 2 jajka, szczypta soli, łyżka cukru, 100 ml białego półsłodkiego wina i mąka do uzyskania odpowiedniej konsystencji. zjedzone z pastą orzechową i duszonymi śliwkami. Na bank wejdą na stałe do mojego repertuaru, przepyszne.
A na obiad curry i urodzinowe kardamonki dla Młodej - zgodnie z zapowiedzią. Zwijałam pierwszy raz, bałam się, że się rozkleją, ale to nie nastąpiło.
Przepis mocno zainspirowany tym: https://waffelsandchips.com/kardemummabullar-czyli-szwedzkie-kardamonki/
Dziś obiad na mieście, wybrałam tacos al pastor, wege, z boczniakami, grillowanym ananasem i marynowaną cebulą.
Rano byliśmy na grzybach, więc na kolację pizza z borowikami, gorgonzolą, śmietaną i suszonymi pomidorami. Zrobiłam też tartę z rydzami, 2/3 oddałam M, ale i tak jedzenie na jutro i wtorek mam z głowy.
Ale piękne Ci wyszły te kardamonki! Ps marże i wyjściu na grzyby :D
ReplyDeleteomg jakie nazwy potraw! ja to nawet nie umiem sobie wyobrazić ich smaku ;) czy np. takiego połączenia! Ale u Was nudy żywieniowej to chyba nigdy nie ma :)
ReplyDelete